Ostatnie:
Zespół:
Artykuły:
Inne:
Strona:

Wywiad ze: Stevem Harrisem
Przeprowadziła: Valerie Potter
Data: 28.07.2000
Autor przekładu: Brangien
Źródło: Metal-is.com*
Na stronie od: 10.01.2001

*Wywiad objęty prawami autorskimi, zamieszczony za zgodą w/w serwisu.

Zobacz wersję oryginalną.

PODBÓJ ODWAŻNEGO NOWEGO ŚWIATA


Podczas czerwca i lipca Iron Maiden spustoszyli Europę, grając dla tysięcy fanów na ich wielkiej trasie "Metal 2000". Trasa ta nie przebiegła zupełnie gładko, była prześladowana przez złą pogodę, i poważniej mówiąc - trzy koncerty musiały zostać odwołane po tym jak gitarzysta Janick Gers spadł z ponad 3-metrowej sceny, pod koniec koncertu w Mannheim (Niemcy). Jednakże, ujmując ogólnie, był to triumf z zespołem ukazującym swój nowy skład z Brucem Dickinsonem (wokal), Stevem Harrisem (bas), Nicko McBrainem (perkusja) i Janickiem, Adrianem Smithem oraz Davem Murrayem (gitary), z utworami z najnowszej płyty "Brave New World" - dla tysięcy rozentuzjazmowanych fanów.
Redaktor Metal-is, Valerie Potter usiadła ze Stevem za sceną na ostatnim koncercie europejskiej części trasy (podczas gdy na zewnątrz znów lał deszcz!) aby porozmawiać o występach oraz nadchodzącej trasie "Brave New World" w Ameryce Północnej.

Metal-is: Jaka była dla Ciebie trasa europejska?

Steve Harris: Fantastyczna. Publiczność była wszędzie świetna, oni znają każde słowo każdej piosenki. To coś czego - tak czy inaczej - spodziewamy się po Europie, bowiem zawsze była ona naszą fortecą, ale gdy mieliśmy album Nr 1 w Grecji, Szwecji i tym podobnych miejscach, pierwszą dziesiątkę praktycznie wszędzie i złotą płytę w Hiszpanii, to i tak jest to dla nas niesamowite.

Metal-is: Musisz pewnie być bardzo zadowolony reakcją jaką wzbudził "Brave New World" na całym świecie.

Steve Harris: Tak, gramy sporo nowego materiału - zawsze tak robimy z nowym albumem - ale reakcje były wspaniałe, zatem jest to bardzo pozytywne.

Metal-is: Widziałam parę recenzji, w których ludzie narzekają, ze nie zagraliście zbyt dużo starego materiału na tej trasie...

Steve Harris: Oh, wy zawsze tak mówicie! To po prostu śmieszne. Jeśli tego chcieli, powinni byli przyjść na "Ed Hunter" (1999). Jakkolwiek, "Odpieprzcie się!" oto odpowiedź na to.

Metal-is: ...ale sądzę, że były one zrównoważone przez krytyków mówiących jak bardzo cieszyli się, ze słyszą na żywo nowe utwory.

Steve Harris: Bardzo lubimy je grać i to jest główny powód. Musimy najpierw siebie zadowolić. Publiczność jest na bardzo bliskim drugim miejscu, oczywiście, ale musimy czuć, że wychodzimy na scenę ze świeżym nastawieniem i gramy coś co jest trochę wyzwaniem. Wiemy, że moglibyśmy wyjść i zagrać listę naszych hitów i wypaść fantastycznie, ale co by to udowodniło? Niewiele.

Metal-is: I oczywiście, tak jak mówisz, zrobiliście tak w zeszłym roku na trasie "Ed Hunter"...

Steve Harris: Wykonaliśmy tylko kilka koncertów, wiem, ale jeśli mielibyśmy trasę z albumem typu "best of", wyglądałoby to inaczej. To jest nowy album i ważne jest aby zagrać nowy materiał - i oto gdzie teraz jesteśmy. Zawsze są jacyś cynicy - głównie dziennikarze... "Nędzne wykręty!", powiadam!

Metal-is: Pominięcie "Run To The Hills" na tegorocznej liście było najbardziej zauważone, jak sądzę. Na tym poziomie waszej kariery bardzo trudne musi być dobranie utworów na koncert - nie możecie przecież zagrać wszystkich starych hitów, mimo wszystko...

Steve Harris: Oczywiście, że nie. To jeden z problemów. Masz dwie godziny - w Stanach prawdopodobnie będzie jeszcze mniej, bo musimy się liczyć z tymi wszystkimi unijnymi regułami, których nie ma w Europie - zatem jest to trudne... bardzo trudne.

Metal-is: To jak sobie z tym radzicie? Czy najpierw decydujecie co chcecie zagrać z nowego albumu, a potem dopasowujecie wszystko pozostałe do tego, czy może są pewne stare piosenki, które czujecie, że musicie zagrać na każdym koncercie?

Steve Harris: Tak, wybieramy to co chcemy zagrać z nowego materiału, a potem przebiegamy kolejno każdy album i gramy jeden albo dwa utwory z każdego. Każdy wkłada w to własne pomysły, co kto lubi grać, dłubiemy się nad tym przez chwilę, dorabiamy trochę wygląd ogólny listy i zaczynamy próby, aby sprawdzić, jak to się odczuwa w całości. I ten set brzmiał dobrze.

Metal-is: Czy są jakieś utwory z nowego albumu, które się wybijają jako Twoi faworyci, po tym, jak już gracie je przez pewien czas?

Steve Harris: Nie wiem, naprawdę. Przypuszczam, że to, iż otwieramy koncert trzema nowymi piosenkami, jest bardzo dobre, ponieważ jak sądzę wiele zespołów nie zrobiłoby tak, zatem jest to pewne wyzwanie. Nie ma właściwie utworów, które muzycznie wolę grać bardziej lub mniej; lubię grać je wszystkie, naprawdę.

Metal-is: Czy to prawda, że chmury burzowe prześladowały was po całej Europie na tej trasie?!

Steve Harris: Rzeczywiście, ktoś powiedział, że byliśmy niczym Rodzina Addamsów, ponieważ gdzie się udaliśmy tam były pioruny i błyskawice! Tak, było tego sporo. Było kilka przyjemnych dni tu i tam, ale zdaje się, wszędzie tam, gdzie graliśmy na świeżym powietrzu, padał deszcz, oprócz tego, gdy graliśmy w Hiszpanii i Portugalii. Na szczęście dzisiaj graliśmy pod dachem! Obwiniamy za to naszego menadżera - za każdym razem, gdzie by się nie ruszył, zaczyna padać!

Metal-is: Wspomniałeś wcześniej w tym roku, że burza, podczas której graliście na Dynamo Festival w Holandii, była najgorszą, podczas jakiej zespół kiedykolwiek grał?

Steve Harris: Mieliśmy wielkie szczęście przez te lata, ponieważ graliśmy mnóstwo koncertów "pod chmurką" i było naprawdę niewiele takich, gdy pogoda była beznadziejna, ale przestawało padać dokładnie przed naszym wyjściem na scenę i zaczynało z powrotem, gdy schodziliśmy. Tak się stało wiele razy i dość często, chciałoby się pomyśleć "Tam na górze musi być ktoś kto nas lubi!". Ale Dynamo definitywnie było najgorsze. Lało przez cały czas koncertu i nabrałem dużo szacunku dla fanów, bo nie odeszli, byli zdeterminowani by dobrze się bawić, bez względu na wszystko, więc i tak było fantastycznie. Nie było też ciepło, wręcz dość zimno, i kiedy leje na ciebie i w dodatku marzniesz, to już nie jest śmieszne!
My również zmokliśmy, pomimo tego co niektórzy (dziennikarze) mogli powiedzieć, ponieważ pomosty całkowicie przeciekały. To było bardzo frustrujące; nie mogliśmy biegać i wykonać naszego normalnego show, bo było tak ślisko i mokro na scenie. Deszcz zacinał na scenę i moczył również nas, ale oczywiście nie mokliśmy tak bardzo jak ci ludzie przed nami.

Metal-is: Mówiąc o nieszczęściach podczas trasy, jak się czuje Janick?

Steve Harris: Już w porządku. No, może nie jest w 100 procentach zdrowy, ale jego stan poprawia się z dnia na dzień. Było z nim dość kiepsko... Przypuszczam, że mogło być jeszcze gorzej... Miał kilka szwów na ranie na lewym łuku brwiowym i pęknięty obojczyk, miał wstrząs, niewiarygodne potłuczenia - wyglądał, jakby go ktoś pomalował! Na szczęście, on sam nie pamięta nic z tego. Pamięta jedynie, jak się obudził w karetce i słyszał, jak gramy "Hallowed..." i pomyślał "Powinienem teraz grać solo!". Tak powiedział! Dziwne w tym wszystkim było to, że kiedy zabierali go na noszach, myśleliśmy, że nie jest z nim tak źle, mimo że cały był we krwi - widziałem ranę nad okiem, a z takich miejsc zawsze się mocno krwawi - pomimo tego wszystkiego on do nas machał, choć teraz nic z tego nie pamięta.
Nie widziałem, jak to się stało, bo byłem właśnie na pomoście z drugiej strony. Usłyszałem, jak jedna z gitar przestaje grać, ale pomyślałem, ze pewnie sprzęt się popsuł. Potem Bruce powiedział, żeby przestać grać, i pierwsze co pomyślałem to to, że ktoś z publiczności został zraniony, bo wszyscy lekarze się zgromadzili. I wtedy oczywiście jak przebiegłem na drugą stronę, zobaczyłem, że to stary dobry Jan.

Metal-is: To musiał być straszny szok.

Steve Harris: Tak, to było dość dziwne - nie wyglądało za dobrze, bo Janick leżał na plecach, pokryty krwią, nie bardzo mógł się ruszyć. To się stało podczas "Number Of The Beast" i zdecydowaliśmy się kontynuować, zaczęliśmy utwór jeszcze raz, potem wykonaliśmy "Hallowed..." i potem już nie wahaliśmy się zrobić "Sanctuary". I muszę przyznać, że dziwnie się je wykonywało. Ale z 14,000 ludzi na widowni, pomyśleliśmy, że nie możemy tak po prostu zakończyć. Przypuszczam, że to dlatego, że graliśmy stare kawałki, na bis, więc mogliśmy sobie poradzić z dwoma gitarzystami, ale to właśnie dlatego musieliśmy odwołać następne trzy koncerty - Essen, Sofię i Ateny - ponieważ Janick gra sporo na nowym materiale i nie ma szans żebyśmy sobie poradzili z tylko dwiema gitarami.

Metal-is: Właśnie wspomniałeś o kłopotach wśród publiczności. Graliście na festiwalu Roskilde w noc przed tragicznym występem Pearl Jam, i oczywiście, mieliście podobne doświadczenia 12 lat temu, kiedy dwóch fanów zginęło w dniu, kiedy występowaliście na festiwalu "Monsters Of Rock", jednakże wypadek nie zdarzył się podczas waszego występu. Jak sądzisz, przez co Pearl Jam musi teraz przechodzić?

Steve Harris: Sądzę, że trudno odgadnąć jak to jest, bo właściwie to nigdy nam się to nie przytrafiło. Faktycznie stało się tak na Donington, ale, tak jak mówisz, nie podczas naszego występu i nawet nie wiedzieliśmy o tym, nikt nam nie powiedział o tym, aż do zakończenia koncertu, więc, wiesz... to musi być naprawdę okropne, pomyśleć, że to się stało podczas ich występu, ale... no nie wiem, gramy już 20 lat, koncerty na całym świecie, i nigdy nie mieliśmy poważnych problemów.

Metal-is: Kiedy zdarzy się coś takiego, nie możesz wytykać palcami i mówić, że to z takiego czy innego powodu. Roskilde istnieje już tyle lat, z tyloma ludźmi każdego roku, to festiwal o długiej tradycji. Właściwie to graliśmy tam już raz wcześniej, wówczas lał deszcz podobnie jak dziś - przez większość weekendu - i było bardzo, ale nie było absolutnie żadnych problemów.

Steve Harris: Słyszałem różne kolidujące ze sobą sprawozdania co do tego co się stało i dlaczego, więc nie jestem w stanie powiedzieć co się stało, ponieważ mnie tam, rzecz jasna, nie było. Wszystko co mogę powiedzieć, że w nocy, gdy graliśmy, nie było problemów choć lał deszcz przez całą noc, następny dzień również, i być może to się przyczyniło do problemu, nie wiem.

Metal-is: Okay, porozmawialiśmy trochę o minusach tej trasy. A co z dobrymi stronami występów?

Steve Harris: Tak jak powiedziałem, była to fantastyczna trasa. San Sebastian było wspaniałe, Madryt był wspaniały... Było tak wiele wspaniałych występów, trudno wybrać jeden i powiedzieć, że był najlepszy, naprawdę. Rzeczywiście, jeden z koncertów, który bardzo mi się podobał, był w Banska (Słowacja), i był po prostu fantastyczny. Był taki, ponieważ mało brakowało, a by się nie odbył. Również była zła pogoda. Kiedy się tam dostaliśmy, ekipa zastanawiała się, czy powinniśmy robić ten koncert, ponieważ scena była totalnie zamoknięta i były problemy z zasilaniem... Po prostu powiedzieliśmy "Nie, tam czekają ci wszyscy fani - jeśli tylko możecie rozwiązać problem z zasilaniem, damy ten koncert." I cieszę się, że daliśmy, bo był wspaniały.

Metal-is: Czy czujesz się już rozgrzany i gotowy do trasy po Ameryce - jest przecież dość długa?

Steve Harris: Trwa ona kilka miesięcy, ale przecież już i tak byliśmy kilka miesięcy poza domem. Tak, jest długa i jest mało dni wolnych, zatem będzie to dość ciężka trasa, ale, wiesz... to nic nowego - szczególnie przy obowiązkowości Roda (Smallwood, menedżer Iron Maiden)?! Ale myślę, że będzie dobrze. Program wieczoru jest świetny, nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć Halforda, bo lubię jego album i interesuje mnie to jaki będzie jego odbiór. Queensr' che też, oczywiście, z którymi wcześniej też mieliśmy koncerty i także ich lubię.

Metal-is: Słyszałam, że zabierasz ze sobą swoją rodzinę i podróżujecie busem po Stanach?

Steve Harris: Na kilka z koncertów lecę z Bruce'em, zabieram ze sobą rodzinę na około pięć tygodni, podczas wakacji, tak będzie najlepiej. Kiedy im powiedziałem, ze zamierzam wziąć "trasowy" bus, albo [niech i będzie ten "dom na kółkach"], byli bardzo tym podekscytowani, ponieważ uwielbiają jeździć busem, nie wysiadają, aby latać tu i ówdzie. To fajna sprawa, czyż nie jest to, jak myślę, przygoda? To będzie letnia trasa, prawdopodobnie zatrzymamy się poza miastem, na kempingu, czy czymś w tym rodzaju - będzie wesoło.

Metal-is: Czy uda ci się zorganizować jakieś mecze piłkarskie dla zespołowej drużyny, tak jak to robiłeś podczas tej trasy?

Steve Harris: Wątpię w to, ponieważ wszyscy wtedy będziemy robić coś innego, będziemy w różnych miejscach, Bruce będzie leciał swoim samolotem, reszta poleci planowym, a ja będę zajęty z dzieciakami w busie. Właściwie nie mamy też drużyny, a moglibyśmy grać jedynie w dni wolne z powodu ekipy pracującej w dni koncertowe. To, na co naprawdę mam nadzieję, to znaleźć kilka drużyn, które będą miały grać, abym mógł zabłysnąć w ich zespole - albo nie zabłysnąć, tak też może być! - ale żeby sobie zagrać. Zatem jakiekolwiek oferty odmiennej gry tu i tam byłyby wspaniałe, bardzo byłbym tym zainteresowany. Ale musze dodać, że musi to być przepisowa gra; jedenastu na jednej stronie, z sędzią i poprawnie punktowanymi golami, słupkami i takimi rzeczami [a jak ci się to widzi?]! Nie zamierzam po prostu biegać sobie po jakichś podwórkach - nie jestem tym zainteresowany!

Metal-is: Musicie być bardzo dumni z tego, że bilety na wasz koncert w Madison Square Garden tak szybko się wyprzedały?

Steve Harris: Dwie godziny - myślę, że to dość niesamowite. I przypuszczam, że to prestiżowy koncert. Robiliśmy takie kilka razy już wcześniej i nie pamiętam, żeby bilety sprzedały się tak szybko poprzednim razem. Minęło już sporo czasu odkąd robiliśmy takie pokazy, ale to jest fajna rzecz, aby grać tam, mimo wszystko, a i wyprzedać bilety tak szybko - to wspaniałe. Śmiem powiedzieć że to, iż program wieczoru jest tak dobry, musiało pomóc, ale powiedziawszy to, nie umniejszając nam samym myślę, że to wspaniałe.

Metal-is: Czy nadal tak lubisz jeździć w trasy, jak kiedyś?

Steve Harris: Lubię koncerty tak samo jak zawsze, chociaż podróżowanie staje się trochę męczące, muszę przyznać. Najcięższe jest to, że jest się z dala od rodziny, ale fakt, że będą mi towarzyszyć w Stanach naprawia sytuację. Trasy nie są łatwe. I to jest właśnie to, jak sądzę...jeśli zespół kiedykolwiek wybije to sobie z głowy, to dlatego, że mamy już dość oddzielenia od naszych domów i rodzin. Ale kiedy mamy trochę wolnego czasu i naładujemy baterie, sądzę, że każdy z nas będzie miał wielką ochotę, aby znów wyruszyć. Ale kto wie? Może tak się nie stanie. Mogą pomyśleć "Mogłem do tego przywyknąć, będąc w domu!". Zobaczymy.

Metal-is: Kiedy przeprowadzałam wywiad z Bruce'em tego roku, byłam bardzo zaskoczona, że po tych wszystkich latach, bardzo się denerwuje przed koncertami, kiedy miał trochę wolnego pomiędzy koncertami. Czy z tobą jest podobnie?

Steve Harris: Cóż, oczywiście, ponieważ nie jesteś pewien siebie, jak sądzę. Wciąż stajesz się poddenerwowany, do pewnego stopnia, ale jesteś zobowiązany być nerwowym, jeśli nie byłeś w trasie przez chwilę, robiąc album. Nieważne ile razy robisz próby generalne, to nie to samo, co wyjść i zagrać, więc tak. Ale nie jest to szkodliwe, naprawdę, czy może jest?

Metal-is: Co się stanie na koniec trasy po Ameryce Północnej?

Steve Harris: Mamy w planie Meksyk i potem jedziemy do Ameryki Południowej - Brazylia, Argentyna, Chile - a potem Japonia. Następnie jeszcze trzy występy w Wielkiej Brytanii, i to chyba wszystko. Nie sądzę, żeby coś się działo po tym - ale znając Roda, trudno powiedzieć! Oczywiście, jak myślę, jeśli cokolwiek jeszcze będzie dodane, zakończy się w połowie listopada.

Metal-is: Metal-is otrzymali e-mail od fana Iron Maiden, który chciałby się dowiedzieć, czemu Australia została wyłączona z tarsy Brave New World. O co w tym chodzi?

Steve Harris: Pierwotnie, jak myślę, zamierzaliśmy zrobić tam trochę koncertów, potem plany skróciły się do kilku, a później już do zupełnie żadnego. Myślę, że jest to głównie przez problem przewożenia wszystkiego wszędzie. Jestem niemal pewien, że nadrobimy to na naszej następnej trasie - jak również chciałbym parę koncertów w Nowej Zelandii. Ale, jak przypuszczam, uczciwie mówiąc - nie z naszego punktu widzenia, ale Roda - albumy nie sprzedały się tam tak dobrze, jak gdziekolwiek indziej. Jedziesz tam, gdzie jesteś chciany, z reguły. Wiem, że są tam fani, którzy chcą nasz zobaczyć, ale może Rod czuł, że jest ich za mało, nie wiem.

Metal-is: Jakie są plany na rok 2001? Czy będziecie nagrywać kolejny album?

Steve Harris: Nie. Przyszły rok będzie wolny, albo też myślimy nad zrobieniem albumu live i jeśli go zrobimy, będzie trzeba go miksować, więc tym się zajmę. Ale w innym wypadku będziemy mieli wolne. Myślę, że zasługujemy na to. To jest koniec trzyletniego cyklu dla czterech z nas, który sięga do czasów sprzed albumu "Virtual XI". Mieliśmy dziesięć tygodni w domu po dziewięciomiesięcznej trasie "Virtual XI" i poza tym, byliśmy w domu, innego dnia tu i tam, więc były to prawie trzy lata.

Metal-is: Zespół jedzie teraz na szczycie fali, muszą to być dobre czasy dla członków Iron Maiden?

Steve Harris: Tak, prawdopodobnie jest to dobry czas, aby być członkiem któregokolwiek zespołu grającego ten rodzaj muzyki, ponieważ zdaje się, że ponownie robi się szum wokół niej. Wiedzie nam się bardzo dobrze i nasze powodzenie rośnie w siłę. Ostatnie trzy albumy, ostatnie trzy trasy były coraz lepsze i lepsze i lepsze i to jest wspaniałe. Sądzę, że metal był na pochylni, zdecydowanie.