Ostatnie:
Zespół:
Artykuły:
Inne:
Strona:

Tytuł albumu: Raising Hell
Autor recenzji: Paweł Kaczmarczyk
Data napisania recenzji: 03.02.2001
Na stronie od: 04.02.2001



Nie był to zwykły koncert. Ostatni występ Maiden z Brucem Dickonsonem odbył się w specjalnie przygotowanej sali Pinewood Studios wraz z pokazem iluzji w wykonaniu Simona Drake'a.

W show wprowadza krótkie, ale ciekawie zrobione intro, z udziałem Eddiego rzecz jasna. A potem już jesteśmy na scenie, a właściwie pierwszej ze scen, bo są dwie. Na pierwszej odbywają się sztuczki magiczne, a na drugiej koncert. Simon wychodzi i zapowiada Maiden, a potem już rozpoczyna się koncert. Cały czas wygląda to tak, że zespół gra 2-3 kawałki, potem następuje przerwa na iluzje. Sztuczki magiczne w zasadzie zawsze sprowadzają się do ucięcia komuś głowy, rąk, wyrwania serca (które ofiara akurat ma w okolicach żołądka) czy spalenia. Jest kilka pokazów ciekawych i efektywnych, ale i nie brakuje takich, które przygotowane i wykonane zostały po prostu słabo. Czasem posunięte jest to odrobinę za daleko i robi się trochę niesmaczne, jak np. gniecenie i tłuczenie pięścią wyrwanego wcześniej serca. Raz w pokazie uczestniczy osoba z publiczności, a także sam zespół, a dokładniej dwóch jego członków. Daviemu podczas 'From here to eternity' zostają odcięte ręce, którymi potem pan Drake zawzięcie gra na gitarze, a Bruce na samym końcu ginie w żelaznej dziewicy. Z tego co mi wiadomo śmierć w tym narzędziu tortur wyglądała nieco inaczej, no ale. Ciekawostka - podczas jednej ze sztuczek jest podkład muzyczny grany na gitarze, i brzmi on jakby był żywcem wyjęty z kawałka 'The wicker man'. To jeśli chodzi o magie.

A sam koncert? Cóż, nie jest on zły, ale jest kilka 'ale'. Widać że zespół mimo tego, że jest to ostatni wspólny występ przykłada się do niego, ale jednak nie do końca jest to koncert jak każdy inny. Pierwsze co się rzuca w oczy to bardzo słaby kontakt zespołu z publicznością. Między piosenkami czy w ich trakcie Bruce praktycznie nic nie mówi. Wprawdzie jest tradycyjne 'Scream for me (choć tym razem) everyone', ale kawałki sprawiają wrażenie odegranych tak jakoś nie do końca naturalnie, nie tak jak zawsze. Może przez świadomość, że to już ostatni raz w tym składzie... Samo przedstawienie koncertu (czyli kamery, ujęcia) jest bardzo dobre, biorąc pod uwage że wszystko zostało nagrane podczas jednego koncertu (a nie kilku jak w przypadku 'Maiden England' czy 'Live after death'). Zwłaszcza biorąc pod uwagę moim zdaniem fatalne wideo Live at Donington, też nagrane podczas jednego koncertu, niewiele wcześniej. Dzwięk (oczywiście stereo) jest w porządku, ale kiepsko zostały zrealizowane przejścia źródeł dzwięku, gdy kończą się magie i zaczyna grać zespół. Nie takie znowu poważne niedociągnięcie, ale wyraźnie słyszalne.

Jednak na Raising Hell trzeba patrzeć jako na całość, czyli koncert przeplatany sztuczkami iluzjonisty. Wtedy wypada to wszystko naprawdę bardzo fajnie, ogląda się to z dużą przyjemnością. Na pewno wideo to posiada swój specyficzny klimat. Niepowtarzalny, bo koncert pożegnalny jest tylko jeden. Teraz wiemy, że Bruce zdecydował się wrócić i jest z nami, więc miejmy nadzieję, że nie będzie nigdy okazji do nagrania Raising Hell 2...