Ostatnie:
Zespół:
Artykuły:
Inne:
Strona:

Tytuł albumu: Ed Hunter
Autor recenzji: Paweł Kaczmarczyk
Data napisania recenzji: 03.08.2001
Na stronie od: 03.08.2001



Wiele o tej grze słyszałem, były to głównie negatywne opinie. Że beznadziejna, że trudna, że fatalna grafika, że to, że tamto. No ale wreszcie udało się że trafiła ona w moje ręce. I okazało się że wcale nie jest tak źle, ale po kolei.

Po zainstalowaniu i uruchomieniu gry moim oczom ukazała się krótka animacja, z Eddim w roli głównej, a w tle rozbrzmiał The number of the beast. W opcjach do wyboru mamy niewiele. Można wybrać głośność muzyki oraz efektów, rodzaj sterowania (można nawet postrzelać specjalnym pistoletem, tylko ciekawe kto ma coś takiego), poziom trudności (o tym za chwilę) oraz kawałki jakie będą przygrywały na poszczególnych poziomach. Tyle o opcjach, przejdźmy do samej gry.

Gra się... całkiem fajnie! Muszę przyznać że granie w Huntera dało mi wiele radochy :-) Zaczynamy grać na ulicach gdzie chodzą sobie różne zbiry, a scenografia od razu przypomina okładkę pierwszego i drugiego albumu, widać to po detalach jak np. śmietnik czy kolorowe okna (Killers). Cieszą takie detale, miło fanowi IM pograć sobie w takiej scenografii. Mamy tu też czasem możliwość wyboru drogi, choć na razie miałem taki wybór tylko na pierwszym poziomie. Także początkowo gra robi dobre wrażenie. Ale nie jest znowu tak do końca rewelacyjnie.
Układ przeciwników jest zawsze taki sam, zawsze w taki sam sposób giną, a przede wszystkim są mało urozmaiceni. Zwykle na poziomie występują góra 2 rodzaje przeciwników (jak na razie doszedłem do czwartego etapu), co jest trochę nużące.
Jeśli chodzi o bronie, to standardowo dostępny jest taki pistolecik, posiada 10 nabojów w magazynku, potem się przeładowuje. Właśnie, tu trzeba wspomnieć o kolejnym beznadziejnym rozwiązaniu, jakim jest niemożność przeładowania broni, przeładowuje się sama po opróżnieniu magazynka. Jedynym sensownym wyjściem z tej sytuacji jest wystrzelanie go jak tylko jest chwila oddechu, bo samo przeładowanie chwilkę trwa, czasem jak się okazuje zbyt długo by uniknąć lecącej butelki czy czaszki. A z innych broni to czasem dostępny jest karabin, szybkostrzelny i posiada dość pojemny magazynek. Jest jeszcze strzelba (bynajmniej nie wygląda jak strzelba, bardziej jak suszarka do włosów), o dużej sile rażenia, tylko jest bardzo wolna.

Kilka innych spraw. Gra - trzeba przyznać - jest bardzo trudna. Nawet na najłatwiejszym poziomie trudności trzeba się nieźle napocić. I mówię to jako ktoś, kto całkiem nieźle sobie radzi z tego typu grami. A przecież gra w wielu przypadkach trafi po prostu do fanów Iron Maiden, który mógł wcześniej nie mieć kontaktu z grami, a chciałby sobie postrzelać i ukończyć grę. Taki człowiek ma marne szanse na ukończenie nawet pierwszego etapu, nie mówiąc o kolejnych. Tym bardziej że nie ma tu możliwości zapisu stanu gry. Można kontynuować od kolejnego etapu, pod warunkiem że poprzedni przeszło się bez straty całej energii. Nawet nie próbowałem grać na wyższych poziomach, skoro najłatwiejszy jest i tak dość trudny.
Inną denerwującą rzeczą jest to, że podczas gry na danym etapie w kółko leci sobie w tle jeden i ten sam utwór. Nie rozumiem czemu nie mogą sobie one lecieć w jakiejś ustalonej bądź losowej kolejności. Słuchanie nawet ulubionego kawałka w kółko kilka czy kilkanaście razy z rzędu może być denerwujące.

I to w sumie wszystko. Generalnie gra jest jednak fajna, przyjemnie się gra, choć jest trochę niedoróbek które jednak rzutują na całość. Są to w sumie drobnostki które by mogły być pewnie w prosty sposób poprawione przez programistów. Czasem miewa się wrażenie że przed wydaniem tej gry nikt w nią nie grał...