Ostatnie:
Zespół:
Artykuły:
Inne:
Strona:

Tytuł albumu: Fear of the dark
Autor recenzji: Kaśka
Data napisania recenzji: 1998
Na stronie od: 17.08.2001



Niektórzy mówią, że jest to najlepsza płyta IM. Ja jednak nie mogę się z tym stwierdzeniem zgodzić. Może krąży taka opinia, ponieważ był to ostatni element układanki, która tworzyła historię Dickinsona w zespole w tamtych czasach? Nie wiadomo...
Bruce jednak odchodząc wtedy z IM zostawił nam-fanom tak ogromny "spadek", że podciąganie FOTD do rangi najlepszego albumu byłoby co najmniej nie na miejscu. Uważam, że to po prostu bardzo dobra płyta i koniec.

Intro jest całkiem niezłe; szybki Be quick or be dead rozbraja maksymalnie potencjalnego słuchacza. Dickinson tak tu piłuje pyszczysko, że koniec świata, nigdy potem już nie "darł" się tak przeraźliwie, a to de facto miało swój urok.
Dalej From here to eternity. Utworek okraszony dość luźnym tekstem, aż się nie chce wierzyć, że napisał to Steve Harris. Kawałek bardzo fajny i nie zmuszający słuchacza do głębszej refleksji.
Teraz pora na jeden z piękniejszych utworów, które wyszły spod znaku IM, a mianowicie Afraid to shoot strangers. Słychać tu wspaniałe współbrzmienie basu Harrisa oraz gitar Murraya i Gersa. Harmonię tę można określić tylko jednym sformułowaniem: omne trinum perfectum. Nic dodać, nic ująć!
Fear is the key - świetny, filozoficzny tekst Dickinsona, naprawdę duże wyrazy uznania! Nawet przemądrzały i narcyzowaty Joe Elliott z Def Leppard, który swego czasu wyrażał się dość sarkastycznie na temat muzycznych aspiracji Bruce'a, żeby nie wiem jak spiął się w sobie, to i tak czegoś takiego nie byłby w stanie z siebie wykrzesać; co najwyżej tym spięciem narobiłby tylko dużo smrodu... Na tym etapie śmiało mogę stwierdzić, że Elliott owszem, może wyjść na scenę zaraz po Dickinsonie, ale tylko po to żeby na niej posprzątać :) ; no ewentualnie mógłby jeszcze robić za barierkę bądź też za taboret przy zestawie perkusyjnym, ale szkoda czasu by się o to spierać.
Childhood's end- znowu utwór, który zmusza do bardzo, bardzo głębokiej refleksji. Apogeum cierpienia i upokorzenia, smutku i rozpaczy, strachu i klęski. Prawdziwy, firmowy tekst S. Harrisa, od początku do końca przemyślany. W muzycznym aspekcie utworu, uwagę zwracają mocno wyeksponowane bębny pojawiające się w refrenie. To trzeba usłyszeć!
Następny w kolejce jest Wasting love. śliczna i porywająca ballada spółki Dickinson/Gers, o ile któryś z utworów IM można określić mianem ballady, ale ten na pewno można! Znowu w kwestii lirycznej Bruce nie zawiódł. Jest to jeden z najlepszych utworów na płycie.
Pora na The fugitive- typowy maidenowy kawałek; wygląda to na inspirację jakimś filmem...?
Chains of misery. Tekst Dickinsona reprezentuje tu różnobarwność i wieloznaczność formy, jednym słowem pozwala na indywidualną interpretacją słuchacza. Bardzo dobry utwór.
No i jest, pierwsza klapa, która pojawiła się na tym albumie - The apparition. Długi, nudny, ciągnący się jak smród za wojskiem "ślimak". Harris kompletnie się tu nie popisał, więc lepiej żeby ta tytułowa zjawa już sobie poszła i nikogo więcej nie "straszyła".
Judas be my guide - drugi (po Chains) utwór na płycie, do którego rękę przyłożył Dave. Istny protest song, w którym Bruce część tekstu po prostu wykrzyczał.
Weekend warrior - drugi po The apparition, tzw. "zapychacz" dziur. Teraz, to mi trochę wstyd za Steve'a. Myślę, że dwie pomyłki jak na jeden album, to za dużo.
Dochodzimy do finishu - i oto tytułowy kawałek Fear of the dark. Po prostu świetny pod względem muzycznym. Znowu pojawia się pełna harmonia i współbrzmienie gitar. Najpierw wszystko opada aby za chwilę unieść się w górę, a potem znowu spadamy lekko w dół...

Szkoda, że to już koniec. Szkoda też, że ktoś napisał, że Seventh son... to jedyny "concept album" jaki IM zrobili i wielu ludzi to łyknęło. A FOTD, czy to nie jest "concept album"? Przecież prawie w każdym tekście pojawia się słowo "fear" i prawie we wszystkich utworach jest mowa o strachu. Jakby na to nie patrzeć jest słowo - klucz, ktróre spaja całość... właśnie, przecież Fear is the key!
Poza tym FOTD jest przepustką do prawdziwego świata; świata, w którym nie ma miejsca na litość, współczucie, tolerancję, czy chęć pomocy drugiej osobie. Pomyśleć tylko, że są to tak proste i ludzkie odruchy, które powinny być uwarunkowane normalnym zachowaniem każdej rozumnej jednostki.
Album FOTD w kwestii merytorycznej próbuje odpowiedzieć na pytanie, co stało się z przymiotem ludzkości, który zwykliśmy nazywać człowieczeństwem, a który to przymiot jest obcy innym żyjącym istotom.

I tak oto dobrnęliśmy do meritum sprawy. Teraz czas na ostateczną konstatację, która powinna zabrzmieć: hominem te memento i nic co ludzkie nie powinno być Ci obce.