Ostatnie:
Zespół:
Artykuły:
Inne:
Strona:

Tytuł albumu: Brave new world
Autor recenzji: Mateusz Żurawik
Data napisania recenzji: 03.08.2001
Na stronie od: 27.08.2001



Całe zamieszanie związane z "Brave new world" zaczęło się w roku 2000. Wtedy właśnie został wydany krążek autorstwa sześciu angielskich dżentelmenów. Z okładki Eddie spogląda na nas w dość niezwykły sposób - ot i chmurka. Okładka "Brave new world" to chyba najmniej brutalny wizerunek Eddiego w historii zespołu! Znak nowych czasów?

Album otwiera znakomity "The wicker man". Utwór, który został skomponowany w taki sposób by nie wydać się zbyt ciężki dla nowicjuszy, a jednocześnie nie brzmieć jak flaki z olejem (tak jak wiele utworów na "komercyjnym" Virtual XI). Teledysk do tego songu to również dzieło sztuki. Po prostu doskonały początek. Następny utwór - "Ghost of the navigator" kontynuuje dobre wrażenia pozostałe po swoim poprzedniku. Również bardzo solidna robota. Można nawet odnieść wrażenie, że jest to wstęp do tytułowego utworu czyli właśnie "Brave new world", który jest jedną z najbardziej rozbudowanych pozycji na płycie. Tekst można interpretować na wiele sposobów, ale generalnie jest to jakby ubolewanie nad kształtem dzisiejszego świata (dość oklepany temat w heavy metalu, choć na pewno jeszcze w pełni nie wykorzystany). "Blood brothers" nie wybija się może ponad poziom ogółu, ale jest i tak bardzo dobry. "The mercenary" to porządne, mocne uderzenie. Przyzwoity rytm (brawo Nicko!) i szybkie partie na gitarach - ogólnie jest super. Szczególnie dobrze jest się zastanowić nad tekstem utworu... panowie biznesmeni! Później przychodzi czas na "Dream of mirrors". Najdłuższy song na płycie musi być siłą rzeczy rozbudowany. No i jest! Z tego kawałka szczególnie zadowolony musi być Bruce Dickinson. Można odnieść wrażenie, że bawi się on tutaj swoim głosem. Fajna rzecz. "The fallen angel" to jeden z dwóch moich ulubionych utworów na płycie (drugi jest "The wicker man"). Jest on dość ciężki, a tekst raczej mroczny i apokaliptyczny (coś jak niektóre piosenki Metalliki na płycie Kill'em All). Moim zdaniem utwór jest bardzo dobry. "The Nomad" wraz z oryginalnym brzmieniem gitar może się podobać. Solówki są tutaj dość długie, zresztą jak cały ten kawałek. świetne zakończenie pierwszej części płyty. Dlaczego zakończenie? Ponieważ dwa ostatnie utwory wyraźnie i zdecydowanie odcinają się od reszty. Są znacznie lżejsze i łatwiejsze w odbiorze. Szcególnie "The thin line between love and hate". Nie twierdzę, że są złe, są po prostu inne.

Album "Brave new world" jest rewelacyjnym powrotem Smitha i oczywiście Dickinsona. Osobiście nie przepadałem za erą Blaze'owania i chyba dlatego odczuwałem potrzebę czegoś takiego jak ten album. Mogę z czystym sumieniem polecić ludziom dotychczas nie znającym twórczości zespołu jak i miłośnikom Żelaznej Dziewicy. Jeszcze raz szczerze polecam!