Ostatnie:
Zespół:
Artykuły:
Inne:
Strona:

Tytuł albumu: Virtual XI
Autor recenzji: Tomasz "YtseMan" Wącławski
Data napisania recenzji: 12.09.2001
Na stronie od: 18.09.2001

Recenzja pochodzi z serwisu "Rock i metal po polsku" (www.rockmetal.pl) i zamieszczona jest tu za zgodą zarówno jej autora, jak i webmastera w/w serwisu.



Kiedy dowiedziałem się, że ukazała się nowa płyta Iron Maiden, moje odczucia co do niej były dość dwuznaczne. Z jednej strony wiedziałem, że i tak ją kupię, bo jakżeby mogło być inaczej, ale cichutki głosik w głowie powtarzał: "A pamiętasz X factor, a pamiętasz X factor,...". Nie ukrywam bowiem, iż uważam tamtą płytę za najsłabszą w dorobku Ironów. Jak się potem okazało, podejście z aż tak dużym dystansem do "Wirtualnej XI" było niepotrzebne - na pewno nie jest to płyta tak znakomita jak "Piece of mind" czy "The seventh son...", ale również wiele dzieli ją od "The X factor".

"Jedenastkę" otwiera "Futureal" - krótki, bo tylko trzyminutowy utwór, któremu na pewno nie można odmówić dynamiki, a dodatkowo na plus można zaliczyć znakomitą grę Harrisa. Niestety na niekorzyść przemawia fakt, iż - przynajmniej w moim odczuciu - jest to nagranie nieco zbyt proste (no, ale tylko trzy minuty czasu...), a co do wokalu... ech, nie ma co kryć - Bayley tu zupełnie nie pasuje i to chyba jedno z najgorszych jego wokalowych "popisów". Drugi kawałek - "The Angel And The Gambler" - to, kontrastowo, najdłuższe nagranie na płycie. Ciekawa melodyka, świetna sekcja i klawisze. Zaskakuje również Blaze, który śpiewa naprawdę dobrze, szczególnie gdy nastrojowo szepcze "don't you thing I'm the saviour...". Jedyne co mi się nie podoba, to końcówka - odniosłem wrażenie, jakby chłopcy się nieco zacięli i przez ładną chwilę grają dokładnie to samo: identyczny riff i perkusja, a Bayley powtarza "Don't you think I'm the saviour, don't you think I can save your life". Zdecydowanie lepiej byłoby skrócić piosenkę o minutkę - wtedy nie byłoby tego uczucia rozwleczenia. Trzeci numer to "Lighting strikes twice" - gdyby tylko był o drobinkę szybszy, można by powiedzieć, że jest naprawdę bardzo dobry. A tak jest tylko dobry, choć mój brat stwierdził, że refren brzmi dla niego trochę jakby był po chińsku. Coś w tym jest. "Clansman" - kolejny numer i moim zdaniem jest to najlepsze nagranie na płycie. Rewelacyjny bas, świetne solówki Dave'a i Janicka, i ogólnie znakomite tempo i dynamika tak typowa dla Ironów. Trzeba też poklepać po głowie Blaze'a, który śpiewa tu naprawdę klimatycznie, szczególnie zaś zapada w pamięć przejmujące "Freedom!!!". Potem mamy "When two words collide". Ta piosenka dla odmiany nieco mnie nudzi - taki sobie średniak, ani specjalnie słaby, ani dobry. "The educaded fool" to kawałek numer sześć na płycie, a na mojej liście to numero due z tego albumu. Zagrane z ikrą, okraszone klimatycznymi riffami i znów genialną grą Steve'a. Bayley również stanął tu na wysokości zadania, śpiewając odpowiednio agresywnie i dynamicznie. Jednak prawdziwym popisem (tym razem bez cudzysłowu) Bayley'a jest dopiero kolejne "Don't look to the eyes of a stranger". Na początku utwór jest wolny, a Blaze śpiewa nastrojowym, drżącym głosem, potem kawałek przyspiesza i także wokal nabiera ognia. A gdy cichutko śpiewa "don't look to, don't look to, don't look to the eyes of a stranger...", to można wręcz poczuć na plecach gęsią skórkę. O rewelacyjnym basie, solówkach i perkusji nie ma nawet co pisać. No i zamykające płytę - "Como estais amigos". Niestety, tak jak "Futureal" to nie najmocniejsze otwarcie, tak "Como..." to raczej średnie zamknięcie. Ni to ballada, ni nie-ballada, z gitarami przypominającymi mi melodię przewodnią serialu "M.A.S.H", jest nagraniem za którym nie przepadam.

Najkrócej można powiedzieć o tej płycie, iż jest po prostu dobra. Kawałki są znacznie szybsze i ostrzejsze, mają więcej życia niż przynudzające utwory z "The X factor". Także wokal robi na mnie nieco lepsze wrażenie - jakby lepiej wpasowuje się w muzykę. Nieco przymykając oko można nawet o nim powiedzieć, że jest "średnio-dobry". A co, niech się Blaze cieszy. Tym bardziej, że to jego ostatnie popisy z Iron Maiden, bo na szczęście Bruce wrócił do zespołu.... No, ale to już zupełnie inna bajka, która zostanie opowiedziana w innym miejscu i innym czasie...