Ostatnie:
Zespół:
Artykuły:
Inne:
Strona:

Tytuł albumu: Brave new world
Autor recenzji: Adam "kalisz" Kaliszewski
Data napisania recenzji: 20.06.2000
Na stronie od: 18.09.2001

Recenzja pochodzi z serwisu "Rock i metal po polsku" (www.rockmetal.pl) i zamieszczona jest tu za zgodą zarówno jej autora, jak i webmastera w/w serwisu.



Jak każdy chyba fan Iron Maiden ucieszyłem się z powrotu Bruce'a i Adriana do grupy. Jak każdy fan Iron Maiden pobiegłem radośnie do sklepu, żeby nabyć "Brave new world" (25 złotych za kasetę - czy to nie lekka przesada???) i niestety troszkę się rozczarowałem.

Płyta jest z pewnością milion razy lepsza od wątpliwej jakości "dziełek" popełnionych przez grupę z niejakim Bayleyem na wokalu. Pomijając już marny wokal pana Blaze'a, utwory były słabiutkie, o "tekturowej" produkcji już nie wspomnę. Na tym tle "Brave new world" wypada wręcz znakomicie. Słychać, że to stare, dobre Iron Maiden. Niestety w konfrontacji z płytami sprzed odejścia Bruce'a, sprawa nie wygląda już tak różowo. Nie uważam nowego albumu "Dziewicy" za płytę złą, jednak gdyby zestawić ją z takim "Powerslave", "The number of the beast", czy nawet "Fear of the dark", porównanie takie wypada zdecydowanie na niekorzyść nowego materiału. Mamy tu wprawdzie wszystkie charakterystyczne dla Iron Maiden elementy - galopujące rytmy, świetne melodie, szalone gitarowe sola i przede wszystkim ten Głos, można jednak odnieść wrażenie, że panowie się nieco zestarzeli. W ich nagraniach nie ma już młodzieńczej energii, która rozwalała ściany i "zabijała" sąsiadów młodych adeptów hardrockowo-heavymetalowej sztuki dwadzieścia lat temu. Owszem, warsztat jest, siła, melodia też, jednak chyba świeżość została wyparta przez rutynę. Czegoś zabrakło, jakiejś magii, świeżości. Po prostu czas robi swoje i może pora już pomyśleć o emeryturze?

Na pewno formę muzyków Iron Maiden zweryfikują najbliższe koncerty w naszym kraju. Podejrzewam, że będzie naprawdę gorąco, że w wersjach koncertowych nowe utwory będą się całkiem ładnie przeplatać z absolutnymi "maidenowymi" klasykami... W studio jednak to już nie to samo. Płyta dobra, jednak bez rewelacji. "Killers" to to nie jest.