Ostatnie:
Zespół:
Artykuły:
Inne:
Strona:

Tytuł albumu: DVD Classic Albums - The number of the beast
Autor recenzji: Jarosław Kaczmarski
Data napisania recenzji: 26.02.2002
Na stronie od: 10.03.2002



Six, six, six, the number of the beast - miliony ludzi na całym świecie śpiewało ten refren i miliony ludzi kupiło tę płytę. Choć jest to prosty album, lekko już pokryty patyną, brzmi nadal świeżo, a energia, którą posiada jest w nim nadal i trwać będzie wiecznie. Jak powstał? Jak został odebrany? Dowiedzieć się można o tym z wydanej na DVD płyty z serii Classic Albums pt. "Iron Maiden - The number of the beast".

Film jest wywiadem-rzeką zmontowanym z wypowiedzi udzielonych współcześnie. Opowiadają członkowie zespołu: Bruce Dickinson, Steve Harris, Adrian Smith, Dave Murray i Clive Burr. Obecny perkusista Nicko McBrain, który wówczas grał w zespole supportującym Iron Maiden, dzieli się również swoimi wspomnieniami. Menadżer zespołu - Rod Smallwod - wtrąca kilka anegdot z tego okresu, a producent Martin Birch przy stole mikserskim daje nam jedyną możliwość posłuchania poszczególnych ścieżek z płyty i ich różnych kombinacji. O euforii ogarniającej świat po wydaniu The number of the beast dowiadujemy się z ust fotografa Rossa Halfina, czy lidera grupy Megadeth Dave'a Mustaine'a oraz z archiwalnych materiałów wideo. Są wśród nich prawdziwe rarytasy, takie jak nigdy wcześniej nie publikowane fragmenty z tournee Beast on the Road nagrane w Hammersmith Odeon czy podczas Reading Festival. Nieprawdopodobne wręcz są migawki pokazujące Bruce'a Dickinsona śpiewającego z Samson, czy niespełna 20-letniego Adriana Smitha z jego pierwszym zespołem. Jest też urywek zarejestrowany w Polsce, pokazujący zespół opuszczający hotel Victoria w Warszawie i z trudem wsiadający do autobusu ze względu na tłum oblegających fanów. Na zakończenie możemy przekonać się (choć jest to tylko zgrubny montaż) jak po prawie dwóch dekadach zabrzmiał na Rock in Rio 2001 i jak został przyjęty przez około 250 tyś. fanów klasyczny maidenowy utwór: Hallowed be thy name.

Największą wartość całego filmu stanowi jego materiał ilustrujący, albowiem większość wypowiedzi zawiera przekaz zdecydowanie emocjonalny niż dokumentujący tamten okres i płytę. Dzieje się tak z pewnością ze względu na czas jaki upłynął od wydania albumu, który spowodował zatarcie wielu szczegółów. Szkoda zatem, że udział gadających głów jest przeważający.

Gadające głowy mówią po angielsku. Oferowane przez DVD podpisy są wyłącznie w językach zachodnioeuropejskich, ale bez angielskiego i polskiego. Może to być (i pewnie jest) utrudnieniem w odbiorze tego filmu dla polskich fanów.