Ostatnie:
Zespół:
Artykuły:
Inne:
Strona:

Koncert: Iron Maiden, Dog Family
Miejsce: Katowice, Spodek
Data koncertu: 12.09.1998
Autor relacji: Rafał Dylong
Na stronie od: 21.06.2000

Relacja pochodzi z serwisu "Rock i metal po polsku" (www.rockmetal.pl) i zamieszczona jest tu za zgodą zarówno jej autora, jak i webmastera w/w serwisu.



Po pierwsze miałem trochę obaw przed koncertem, bo na grupie alt...iron-maiden wyczytałem dzisiaj, że są pogłoski, jakoby koncert w Budapeszcie (11.09) został odwołany. Ale po południu słyszałem, jak rozdawali w jakimś radio bilety na koncert, wiec nie przywiązywałem do tych doniesień zbytniej wagi.

Jak to na większości koncertów bywa, drzwi miały zostać otwarte o 18:00, ale otwarto je dopiero o godz. 18:25, co trochę wkurzało ludzi stojących pod Spodkiem. Zaczęto nawet głośno skandować "Iron Maiden, Iron Maiden", ale nie doszło do jakichś ekscesów. Ludzie nawet kulturalnie ustawili się w kolejkę, no i po tym, jak rozpoczęto wpuszczanie, to szło to dość płynnie. W samym Spodku zaraz po wejściu tez nie wpuszczano od razu na salę. Drzwi były dość długo zamknięte. Tak, że marzenia o tym, ze support ma zagrać o 19:00, oczywiście się nie spełniły.

Nie wiem, o której otwarto drzwi samej sali, w każdym razie widać było ze obsługa kończy montaż sceny - jeszcze zakładali jakieś maskownice, etc. Support wyszedł o 19:45. Był to jakiś polski band - ale się nie przedstawili. Jak weszli, to powiedzieli, ze maja tylko 15 min. I słowa dotrzymali, bo skończyli o 20:00. Jak się można spodziewać, publika supportem nie była w ogóle zainteresowana. Jedno, co mi wiadomo, to ze wydali co najmniej 2 albumy, bo mówili cos o kawałku z drugiej płyty. (to Dog Family - przy. red.).

O ok. 20:20 znów wygaszono światła na sali i z głośników popłynęła jakaś muzyka poważna - fajny motyw - kumpel twierdzi, ze cos to miało z "Rome'em i Julią" wspólnego. Tak, czy siak, po ok. 2 min intro na scenie pojawili się Maideni. Zaczęli od "Futureal", później "The Angel and the Gambler". Nie pamiętam całej listy utworów (szczególnie kolejności), ale było to cos w rodzaju:

  • Futureal
  • The Angel and the Gambler
  • Man on the Edge
  • Lightning Strikes Twice
  • Heaven Can Wait
  • The Clansman
  • When Two Worlds Collide
  • Lord Of The Flies
  • Two Minutes to Midnight
  • The Educated Fool
  • Sign of The Cross
  • Fear of the Dark
  • Afraid To Shoot Strangers
  • The Clairvoyant
  • The Evil That Men Do
  • Hallowed be Thy Name
  • Iron Maiden

Po przerwie:

  • The Number of the Beast
  • Sanctuary

Możliwe, ze przegapiłem jakiś grany kawałek, ale te utwory, które wymieniłem, były grane na 100%.

Maideni byli bardzo ruchliwi, jak zwykle. Jako wielki plus należy podkreślić, iż Bayley zaczął się wreszcie ruszać na scenie - na trasie w 1995 był strasznie nieruchomy i jedyna choreografia, którą wtedy robił, to taki dziwny ruch rękami - który nazwaliśmy z kumplem roboczo "kastaniety". W każdym razie "kastaniety" w Spodku dziś tez były, ale obok innej choreografii.

Koncert trwał cos ok. 2 h 5 min. Ale należy podkreślić, ze Maideni przez prawie cały czas grali - tzn. oni nie robią takich przerw miedzy kawałkami, jak np. Metallica (przez co koncerty Metallicy musza być dłuższe, żeby zagrać tę samą ilość materiału). Nie chodzi mi o to, ze np. lubię jak jest tylko muzyka, a nie ma jakichś zagajek do publiki, jamow, etc., ale mam na myśli to, ze te 2 h 5 min, to było w 99% granie muzyki.

Z fajnych rzeczy, to Bayley niekiedy, zachęcając publikę do wrzasku, komentował polskim "dobrze", "bardzo dobrze" (kalecząc to odpowiednio).

Z istotnych rzeczy, tym razem sprawdził się akustyk - tzn. była dość dobra selektywność instrumentów oraz NIE było za głośno, co się bardzo ceni, bo większość akustyków wali głośność na maxa, przez co kaleczy strasznie koncert.

To chyba tyle.

Upss. Warto jeszcze wspomnieć o scenerii - ogólnie utrzymana w klimatach z okładki "Virtual XI". Tzn. płótna malowane z obrazkami z albumu. Podczas niektórych piosenkach te płótna z stylu sceny się zmieniały na jakieś inne motywy/pozy Eddiego. W sumie w miarę standardowa "technika" scenerii, znana dla Maidenów, ale fajna. Podczas "The Evil That Men Do" przyleciał Eddie - taki fajny, dość ruchliwy. Stylistyka Eddiego tez charakterystyczna dla bieżącego albumu - strój piłkarza, itd. (podobny, do tego z singla do "Gamblera").

Pod koniec przed "przerwa", pod koniec utworu "Iron Maiden", pojawiła się nadmuchiwana duża "kukła" Eddiego. Tzn. spod sufitu spuszczono dużą nadmuchaną głowę, która sięgała prawie do perkusji, pod nią tez wynurzyły się z ziemi cos jakby kły - tez nadmuchiwane i duże (może ok. 1-2 m). Z boków sceny od samego przodu pojawiły się duże dłonie (tez nadmuchiwane) - ok. 2 m.

Całość w klimacie nadmuchiwanych kukieł z trasy "Fear Of The Dark", tyle, ze znów Eddie jakby "dzisiejszy".

Ze śmiesznych rzeczy, to ceny rożnego rodzaju gadżetów były zajebiste:
-jakieś koszulki cos ok. 70zł.
-a zwykły tour-program cos ok. 30zł.

To chyba tyle, aaaa, musze sie pochwalic, ze przynioslem z koncertu trofeum - palke Nicko "Boomera" Mc Braina. :)

Komentarze/pytania/uzupełnienia listy utworów mile widziane.

W sumie - bardzo fajny koncert.