Ostatnie:
Zespół:
Artykuły:
Inne:
Strona:

Koncert: Iron Maiden, Dirty Deeds
Miejsce: Warszawa, Torwar
Data koncertu: 21.06.2000
Autor relacji: Robert Kloczkowski
Na stronie od: 27.06.2000



Trasa koncertowa promująca płytę nazywała się "Metal 2000 World Tour", ale nazwę zmieniono po ukazaniu się najnowszej płyty zespołu - "Brave new world" (znowu płyta w starym składzie! I to w jakim! 3 gitary!) - na "Brave new world tour". Oczywiście liczyłem na to, że zagrają kilka kawałków z tej bardzo dobrej płyty.

Przed Torwarem byłem około godziny 19.00. Przybyłem tam m.in. z moim kolegą. Na miejscu umówiłem się też z kolegą z Płocka. Gdy się spotkaliśmy, postanowiliśmy trochę pogadać, a dopiero trochę później udać się do środka. Przy wpuszczaniu zabierano napoje (to karygodne! Dlaczego???) i skórzane paski (też skandal). My jakoś swoje przeszmuglowaliśmy. Po wejściu postanowiliśmy kupić gadżety. Ale ceny ich nas zaskoczyły! Chyba trochę przesadzili! W końcu i tak coś sobie kupiliśmy (ja folder i koszulkę z okładką BNW) i weszliśmy na płytę. Już grał support w postaci zespołu Dirty Deeds. Chcieliśmy dopchać się gdzieś pod samą scenę, ale jacyś idioci przedzielili płytę barierką. Nie wiedzieliśmy zbyt jak przejść na drugą stronę... Zostaliśmy więc około metra przed barierką. Gra "Dirty Deeds" niezbyt przypadła nam do gustu. Grali po prostu zwykły trochę cięższy metal. Nic nadzwyczajnego. Innym też się nie podobali. Co chwilę tłum krzyczał: "MAIDEN", "Nikt was tu nie lubi" itp. (Zresztą także rzeczy bardziej obraźliwe). Deedsi cały czas (niestety) przedłużali swój występ. W końcu skończyli grać po 20.30 (około; dokładnie nie pamiętam). Wtedy nie wytrzymaliśmy na płycie (było gorąco i duszno) i postanowiliśmy poszukać drogi za barierkę. Nie udało nam się, ale znaleźliśmy za to znakomite miejsce na lewym brzegu płyty. Gdy stanęło się na czymś w rodzaju ławy, można było widzieć dosłownie całą scenę. Co do sceny, to nie miała ona wszystkich dekoracji, ale o tym napiszę później.

Około godziny 21.15 czarne zasłony spadły i ukazała się okładka BNW. Oczy Eddie'go świeciły na czerwono! Tłum oszalał. Rozległa się kościelna muzyka. - "już się zaczyna!" - pomyśleliśmy. I rzeczywiście za chwilę na scenę wbiegli muzycy z "Iron Maiden". Oto, co zagrali (listę utworów znałem już przed koncertem, więc nie było niespodzianek.

- The wicker man - jedna z najlepszych piosenek z BNW - od niej musieli zacząć! Przypomina trochę "2 minutes to midnight". Oczywiście wszyscy poczęli szaleć. To był show! Tylko Bruce'a nie było za dobrze słychać... Zresztą muzyków i tak przekrzykiwała publiczność. Wszyscy śpiewaliśmy "Your time will come" i cały utwór. Był super!

- Ghost of the navigator - Kolejny hit z BNW. Wypadł znakomicie. Bruce'a już się słyszało.

- Brave new world - Tytułowy utwór z najnowszej płyty Ironów. Znowu perfekcyjnie wykonany. Pierwsze 3 piosenki odpowiadają pierwszym trzem na płycie BNW.

- Wrathchild - Pierwszy stary hit. Jedna z moich ulubionych piosenek. Wykonana tak, jak na "ukrytym" bonus tracku w "Ed hunterze".

- Two minutes to midnight - Znakomity utwór z "Powerslave". Niestety jedyny z tej płyty na koncercie ("Wrathchild" też był jedynym utworem z "Killers"). Wszyscy wyśpiewali refren.

- Blood brothers - Kolejna piosenka z nowej płyty. Znowu perfekcyjne wykonanie.

- Sign of the cross - Super! Jedyny utwór z "The X factor". Blaze nie dorównuje Bruce'owi. W tle oczywiście krzyże (trochę jak z okładki "Master of Puppets" :). Na koniec Dickinson zrobił w powietrzu znak krzyża!

- The mercenary - Coś pięknego! Uwielbiam ten utwór! Wyszedł naprawdę bardzo dobrze! Chyba po nim Bruce spytał się, ilu z nas ma "Brave new world". Prawie wszyscy podnieśli rękę w górę!

- The trooper - Jedna z najlepszych piosenek Ironów! Niestety w tle nie pojawiła się płachta z okładką singla... (podobno była w Katowicach). Za to Bruce wymachiwał brytyjską flagą!

- Dream of mirrors - Ostatnia (na koncercie) piosenka z BNW. Co prawda niezbyt ją lubię, ale i tak wypadła dobrze.

- The clansman - FREEDOM! To było wspaniałe!

- The evil that man do - Piękny utwór! Oglądam sobie zespół przez lornetkę, a tu nagle na scenę wbiega Eddie! Był całkiem fajny! Jakiś czas bił się z (chyba) Janickiem (na gitarę!), a później poszedł sobie :-(

- Fear of the dark - HIT!!! Wypadł po prostu super!!!

- Iron maiden - "Hymn" Ironów wypadł świetnie! Po prostu klasyka! Pojawił się wielki pleciony Eddie (z "The wicker man") z kilkoma dziewicami w brzuchu!


To miał być już koniec, ale zagrali jeszcze 3 bisy (planowane). Oto one:

- Number of the beast - HIT!!!! Szkoda, że w tle nie pojawiła się okładka TNOTB. Brzmial naprawdę super!

- Hallowed be thy name - Kolejny hit z TNOTB. Uwielbiam ten utwór, więc nie będę nic dodawał. To było piękne!

- Sanctuary - Całkiem fajny kawałek na zakończenie koncertu... Bardzo dynamiczny i w stylu Maiden. Czad!

Niestety po nim zespół już naprawdę się z nami pożegnał. Ogólnie rzecz biorąc koncert był bardzo udany. Zabrakło mi jednak kilku dobrych piosenek, np.:"Killers", "Phantom of the opera", "Run to the hills", "Flight of Icarus", "Powerslave", "Aces high", "Wasted years", "Heaven can wait", "Can I play with madness", "Bring your daughter... to the slaughter", "Futureal" i wielu, wielu innych. Nie dali żadnego kawałka z "Somewhere in time" (mój pierwszy album Maiden) i z "No prayer for the dying". Może za dużo wymagam, ale wtedy koncert byłby jeszcze lepszy.
Ale i tak nie mogę narzekać. Dickinson dał wspaniały popis swoich umiejętności wokalnych (śpiewał nawet na słupie podtrzymującym scenę!). Ogólnie rzecz biorąc, cały zespół pokazał, że jest w znakomitej formie (oraz w znakomitym składzie! Najlepszym od lat!). Pozostaje nam czekać na kolejny koncert Ironów w Polsce. Mam nadzieję, że zajrzą do naszego kraju gdzieś za półtora roku. Żałuję też, że nie byłem dzień wcześniej w katowickim Spodku. No cóż, pozostaje nam czekać na "Nowy, lepszy świat", jak to powiedział Bruce. Bowiem musicie pamiętać:

"Oh well, wherever,
wherever you are,
Iron Maiden's
gonna get you,
No matter how far (...)!".

UP THE IRONS!!!!

P.S. Chciałbym pozdrowić Krzysztofa z Płocka i Krzysztofa z Warszawy, z którymi wybrałem się na koncert.
P.P.S. Zapomniałem dodać, że było to muzyczne wydarzenie roku.