Ostatnie:
Zespół:
Artykuły:
Inne:
Strona:

Somewhere in time

Okładka

1. Caught somewhere in time (7:25) Tekst Tłumaczenie Gitara elektryczna Gitara basowa
2. Wasted years (5:07) Tekst Tłumaczenie Gitara elektryczna Gitara basowa
3. Sea of madness (5:41) Tekst Tłumaczenie Gitara elektryczna
4. Heaven can wait (7:21) Tekst Tłumaczenie Gitara elektryczna
5. The loneliness of the long distance runner (6:31) Tekst Tłumaczenie Gitara elektryczna Gitara basowa
6. Stranger in a strange land (5:44) Tekst Tłumaczenie Gitara elektryczna
7. Deja-vu (4:56) Tekst Tłumaczenie Gitara elektryczna Gitara basowa
8. Alexander the Great (8:35) Tekst Tłumaczenie Gitara elektryczna

Pobierz wszystkie:
Tekst Tłumaczenie Gitara elektryczna Gitara basowa



Skład zespołu:
 
Wokal: Bruce Dickinson
Gitara basowa: Steve Harris
Gitara elektryczna: Dave Murray
Gitara elektryczna: Adrian Smith
Perkusja: Nicko McBrain
 
Informacje:
 
Producent: Martin Birch
Miejsce nagrania:
Compass Point Studios, Nassau, Bahamas (bas, perkusja)
Wisseloord Studios, Hilversum, Holland (gitary, wokal)
Mix: Electric Ladyland Studios, New York
Mastering: George Marino w Sterling Sound, New York
Menedżer: Rod Smallwood oraz Andy Taylor dla Sanctuary Music
Autor okładki: Derek Riggs (pomysł - Rod Smallwood
oraz Derek Riggs)
Data premiery: 29.09.1986


Opis albumu


Wydany po największym tour w historii Maidenów, więc gdy byli już oni znani na całym świecie, Somewhere in time odstaje nieco od poprzednich albumów. Słychać tu lekką zmianę kierunku w jakim podążał zespół, mamy tu trochę eksperymentów. Album słynie z tego, że po raz pierwszy zostały tu zastosowane basowe i gitarowe syntezatory. Nie są one jednak aż tak słyszalne, słychać je jakby w tle, ale dobrze wkomponowują się w jakby futurystyczny klimat krążka.

Plakat z filmu 'Blade runner' Czasem można usłyszeć, że Somewhere jest concept-albumem. Nie jest to prawdą i dość łatwo się o tym przekonać choćby przeglądając teksty. Ale z pewnością mamy tu wspomniany futurystyczny, cybernetyczny klimat, co daje się poznać już po okładce. Przypomina ona ona jeden ze słynniejszych filmów, jakim jest "Blade runner" (u nas znany jako "Łowca androidów"), i chyba słusznie, ponieważ intro trasy Somewhere on tour stanowi właśnie motyw z tego filmu (autorstwa grupy Vangelis).



Caught somewhere in time (Steve Harris)
Pierwsze co słyszymy to intro do utworu, i tu już następuje pierwszy krok z syntezatorami. Są dość wyraźne w tej części, a później niejako chowają się i nie są już tak słyszalne. Dobry utwór, utrzymany w dość wysokiej tonacji.
Bohater utworu chce nas zabrać w podroż w czasie (Fantazjując - może jest on istotą z piątego wymiaru, więc podróże takie nie stanowią dla niego żadnego problemu). Wiadomo, że cofając się w czasie mozemy naprawić wyrządzone zło. I to właśnie chce nam umożliwić ten przybysz... Ale przecież ingerowanie w bieg wydarzeń nie jest taką prostą sprawą i tak naprawdę nie powinno mieć miejsca. Nasz bohater uswiadamia więc osobie ktorą chce zabrać w "podróż", że godząc się na to podpisuje "cyrograf"...
Liryk ten ma uświadomić nam, że życie toczy się wg maksymy "coś za coś" i nie można otrzymać niczego za darmo...

(interpretowała Kaśka)

Wasted years (Adrian Smith)
Pierwszy singiel z tego albumu, jednocześnie jedna z najłatwiej przyswajalnych piosenek IM. Posiada ciekawy motyw, którym też się rozpoczyna (Smith przyznał, że taki efekt wyszedł mu dość przypadkowo), ma też dość długi, bardzo melodyjny refren, oraz świetne solówki.
To o czym jest piosenka, najlepiej wyjaśniają słowa refrenu - "Don't waste your time always searching for those wasted years", czyli w wolnym tłumaczeniu "Nie marnuj czasu wciąż szukając tych straconych lat".

Sea of madness (Adrian Smith)
Bohaterem utworu jest prawdopodobnie człowiek zgnębiony psychicznie; człowiek, którego przerosły własne problemy. Woła on o pomoc, ale nikt nie chce go usłyszeć, więc płynie z nurtem "rzeki smutku". Rzeka ta wpada do "morza rozpaczy", a stamtąd nie ma juz powrotu. Bohater tonie, bo nikt nie chce mu pomóc, gdyż ten, ktory słyszy jego wołania odwraca sie i odchodzi... A dlaczego odchodzi? Bo nie jest w stanie uświadomić sobie tego, że jednostka pozornie silna jak 'nasz' bohater nie potrafi poradzić sobie z własnym życiem...

(interpretowała Kaśka)

Heaven can wait (Steve Harris)
To piosenka o kimś, kto otarł się o śmierć. Jest dość długa, rozbudowana, i zróżnicowana. Jest najczęściej granym kawałkiem z tego albumu na kolejnych trasach, bo i świetnie się sprawdza na żywo. Ten utwór ma też dość specyficzną cechę, ponieważ na wokalach pojawiają się ludzie znalezieni w miejscu zwanym Tehe's Bar (które to miejsce też znajduje się na okładce albumu).

The loneliness of the long distance runner (Steve Harris)
Plakat z filmu Piosenka oparta jest na książce Alana Sillitoe'a pod tym samym tytułem, u nas znanej jako "Samotność długodystansowca", na podstawie której w 1962 roku powstał film (również ten sam tytuł). Jest ona o młodym biegaczu, który umyślnie przegrywa wyścig, na ktorym każdy oczekiwał od niego zwycięstwa. Całkiem miła piosenka, przyjemne melodie, ma też ona jak do tej pory najdłuższy tytuł spośród wszystkich piosenek Maiden.

Stranger in a strange land (Adrian Smith)
Okładka książkiPomimo, iż tak tytuł piosenki, jak i okłądka singla przypominają utwór "Stranger in a strange land" Roberta Heinleina, treść nie ma z nim związku. Tekst opowiada o człowkieku uwięzionym w krainie wiecznych śniegów, i którego zamrożone ciało zostało po latach odnaleznione. Najprawdopodobniej został on napisany po faktycznej ekspedycji, po tym jak Adrian Smith romawiał z jednym z członków ekipy (który po tym fakcie stał się fanem Iron Maiden). Jedna z lepszych kompozycji albumu, bardzo klimatyczna. Na uwagę zasługują niezłe solówki, oraz wspaniała linia basu.

Deja-vu (Dave Murray, Steve Harris)
Jak się łatwo domyślić, utwór jest o tytułowym uczuciu Deja Vu, które - jeśli ktoś nie wie - polega na tym, że ma się wrażenie, że dokładnie taką samą sytuację/rozmowę/cokolwiek innego przeżyło się już wcześniej. Tekst jest wyjątkowo płytki w porównaniu z większością pozostałych tekstów Ironów, ale dzięki chwytliwym motywom gitarowym naprawdę świetnie się go słucha.

Alexander the Great (Steve Harris)
Aleksander III Wielki - rzeźbaNajdłuższy utwór na płycie, tak jak do tej pory zwykle bylo, znajduje się on na samym końcu. Wspaniała, epicka opowieść o Aleksandrze Wielkim (336-323 P.N.E.), słynący głównie z tego że podbił imperium perskie, i chyba jako jedyny generał w historii nigdy nie przegrał żadnej walki.
Kawałek byłby niezłym źródłem wiedzy historycznej, być może nawet taki miał być z założenia, gdyby nie pewien błąd, pojawiający się pod sam koniec. Wg tekstu armia Aleksandra "zmęczona walkami, bólem i zwycięstwami nie wkroczyłaby do Indii", tymczasem byli oni w Indiach, posunęli się w głąb aż po rzekę Indus. Niby taki mały błąd, ale skoro jest już tu podanych tyle faktów historycznych, to przydałoby się by cały tekst był zgodny z prawdą. Jednak tak czy inaczej, jest to naprawdę świetny numer, aż dziwne że nie był nigdy grany na koncertach.